Połączenia

Kolejny felieton napisany przez Ewelinę Jasicką tym razem ku pamięci Wisławy Szymborskiej

 

Połączenia

        Wciąż we mnie jest „Miłość od pierwszego wejrzenia” Wisławy Szymborskiej. Prócz rodziny, rola przypadku to mój ulubiony temat w sztuce. Wiersz, zawsze chciałam w wersji papierowej, by nie uciekł z głowy i nigdy nie zdobyłam tomiku nim wypełnionego. Po śmierci autorki wydrukowali go w gazecie i od teraz trzymam go na zawsze wraz z „Powrotami”, które wpadły mi nagle w ręce, a pisząc to zdałam sobie sprawę, że jest mi bliski osobiście za podobieństwo w odruchach na spotykane przykrości w dorosłym życiu. Oba wyrwane z gazety, leżakują od niedawna u mnie pod twardą oprawą kolejnego kalendarza i odczytuje to, że przypadek i rodzina, patrzą sobie w oczy. Czy to już jest przeznaczenie przez pryzmat, którego patrzę na życie i sztukę? Kartkując internetową hurtownię w poszukiwaniu tomiku z wiadomą zawartością by je mieć, ta bezsensowna chęć posiadania skoro już mam, wpadłam przypadkiem, na treść historii mojego ulubionego reżysera:

„Krzysztof Kieślowski powiedział: „Po skończeniu filmu „Czerwony” kupiłem w jakiś okropny zimowy dzień w Warszawie tomik wierszy Wisławy Szymborskiej i przeglądając tę książeczkę nagle znalazłem wiersz „Miłość od pierwszego wejrzenia”. Przeczytałem go i okazało się, że opowiada dokładnie o tym, o czym przed chwilą zrobiłem film. A więc dwie osoby w połowie 1993 roku – pani Wisława w Krakowie, ja zaś w Paryżu – pomyślały dokładnie o tym samym i w taki sam sposób. Do sformułowania tego potrzebowałem kilku milionów dolarów, pani Szymborska – kilkunastu linijek. Oznacza to, że istnieje możliwość myślenia wspólnego, choć ludzie się nie znają...” [„Kieślowski”, album pod red. Stanisława Zawiślińskiego, Warszawa 1996, s. 82].””

        Ile w tym jest nieukrywanej potrzeby jedności z kimś komu jest bliski dany temat. Oglądania go na wszystkie możliwe ilości i kształty niczym przez kalejdoskop. Jak często szukamy podobieństw w myśleniu, podejściu. Jak pięknie, że wiem, że KK szukał lepszego dnia od tak w tomiku poezji, a znalazł wytchnienie i tę niewidzialną nić, którą jesteśmy połączeni gdzieś w kosmosie z ludźmi, których nie znamy, a oni są.

Stuk puk, jestem póki co tu na ziemi i pilnuje waszych wierszy i filmów, jak mogę czytam, jak mogę oglądam, jak się uda przypadkiem trafiam na jakieś połączenia.

Dziękuje za nie.

Nie jestem sama.

Ewelina Jasicka

 

„Powroty” Wisława Szymborska z tomu „Wszelki wypadek”

 

Wrócił. Nic nie powiedział.

Było jednak jasne, że spotkała go przykrość.

Położył się w ubraniu. Schował głowę pod kocem.

Podkurczył kolana.

Ma około czterdziestki, ale nie w tej chwili.

Jest – ale tyle, ile w brzuchu matki

za siedmioma skórami, w obronnej ciemności.

Jutro wygłosi odczyt o homeostazie

w kosmonautyce metagalaktycznej.

Na razie zwinął się, zasnął.

 

„Miłość od pierwszego wejrzenia” Wisława Szymborska

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają –
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś „przepraszam” w ścisku?
głos „pomyłka” w słuchawce?
– ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego czasu
bawił się nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.

Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może nawet pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.