Z pamiętnika BAITowca

5 dni.

17 kwietnia 2013 Sopot.

03:30

Wreszcie w domu. Rzuciłam w kąt walizkę i stęskniona za swoim łóżkiem i wanną nie mogłam wybrać gdzie najpierw położyć swoje wymęczone ciało. O nieludzkiej porze patrzę z dala na oba miejsca. Moja miękka pościel kusi swoją bielą. Wybieram wannę by wyciszyć się po trudnej drodze. Kierowca autokaru za to wybrał najgorszą z możliwych dróg. Kręto-dziurawe mazurskie wsie. Zamiast wtulenia się w podróżną poduchę, trzymałam zimną reklamówkę, która ewentualnie miała udźwignąć konsekwencje parszywego samopoczucia. Nie byłam w tym sama, choć podróż znosimy zwykle śpiewająco.

Szybko zaśnij, o dziewiątej musisz być w firmie.

Karolina podnosi pomadkę delikatnie, ale pewnie w kierunku ust tak jak tylko może zrobić to kobieta. Wargi delikatnie rozchylone jak zaproszenie, elastycznie układają się pod wpływem siły nacisku pomady. Na wpół gotowa przechodzi do kolejnej i tym samym tempem lecz skierowana ku górze, świadoma swej seksualności podkreśla ją jeszcze mocniej kolorem wina. Gotowa.

Przybrana w barwy nieodgadnionej kobiecości, sięga po kolejny atrybut. Bladą chustę kieruje na ramiona i w ostatniej chwili unosząc dłonie otula nią głowę owijając szyję oraz całą twarz pozostawiając oczy wolne od pytań, staje się jeszcze bardziej kusząca. Nikab, muzułmańska zasłona twarzy i głowy z otworem na oczy. Zanim ją założyła dla mnie już była tajemnicą. Kobietą.

Podglądam ją z drugiego planu. Razem z jakimiś ciałami obcymi, w takt walki i poddania poruszam się jakby na kształt wyrazu pozornej uległości kobiety.

Prywatnie ta szybka, rozczochrana dziewczyna na scenie nabiera mocnego akcentu i nawet nie wie jak ciekawi to coś, co jest pomiędzy jej fircykowatością a skupieniem.

 

Poranek jest równie dziwaczny jak sen. Wszystko wspak. Słońce, a ja zamieniam kurtkę z tej nowej jasnej na tą czarną. Rzęsy tuszuje tylko te górne.  Wkładam ponurą sukienkę. Wiosna. Kobieto obudź się na to czekałaś. Po paru dniach w zamknięciu w teatrze w pracy nad ciałem i wyobraźnią mielić mi się będą geometryczne emocje przez najbliższe dni na jawie i we śnie. Dużo czasu minie zanim dojdę do siebie, wiem bo tak żyję od roku. Nie wiem czy chcę aby ten lekki wewnętrzny dygot przeszedł.

 

10:00 Gdańsk, Firma

Kilka dni nieobecności i jakieś 100 wiadomości.

Wiesz co z Piotrem?

Nie, nie wiem, którym Piotrem?

P.K.

Nie żyje.

Zmarł. Pogrzeb dzisiaj o 12:30.

OFF.

 

10:15

SMS, Iwona z teatru, niedawno byłyśmy blisko.

Wyczuła, że coś się dzieje.

 

10:20

Docieram do e-maila od Beaty o śmierci jej Męża Piotra.

 

12:00 Gdynia. Msza żałobna.

Łzy spadają tak mocno, że czuje ich ciężar. Mocno uderzają o moją dłoń, rozbijając się o nią rozbryzgują się o kurtkę osiadając na jej ciemnych drobnych włoskach. Materiał nie wsiąka wody więc krople cieczy w drobnych pod-łezkach spokojnie leżą.

Kotłujące się myśli. Gdy ja byłam na Litwie on już był gdzieś w kosmosie. Gdy ja się śmiałam oni płakali, że go już nie ma na ziemi. Przypominam sobie tę moją ulubioną scenę z naszego spektaklu „Bobok”, w której Kasia wypowiada słowa „tajemnica śmierci, Dobrodziejko” i w tym miejscu następuje na scenie i na widowni wymowna cisza i patrzymy wszyscy w stronę światła. Kiwam głową i mówię do siebie, tajemnica śmierci, dobrodziejko. Tajemnica.

Zewnętrznie niczym się nie wyróżniam od żałobników tłumnie zebranych. Oni wszyscy wiedzą o tym od paru dni, ja tylko nieświadomie szykowałam się na ten dzień.

Jak nigdy nie pomalowałam drobnych delikatnych rzęs w dole oka.  Ktoś wiedział, że dzisiaj nie będzie mi to potrzebne. Tusz w zetknięciu z ogromną ilością  łez zmywa czarną maź pozostawiając go roztartym pod okiem w taki rozżalony sposób.

Cofnęłam się po ciemną kurtkę choć jadąc w windzie nie rozumiałam sensu skoro upragniona wiosna zawitała. To żadne znaki, żaden przypadek.

 

Gdynia. Pogrzeb.

Szukałam Twojej obecności. Jak się zaznaczysz, motylem, wiatrem. Na chwile zmieniła się pogoda, na chwile świat się zatrzymał. Chmury zakryły na moment słońce. Stary żeglarz wie co one oznaczają.

Zmianę.

Podglądam Twoich kolegów. Tu płacze każdy. Ten Pan który chyba w innych warunkach może się podobać, i ten Pan, który mam wrażenie postanawia od dzisiaj lepiej żyć i ten w kurtce Bossa, i ten blisko, z dłońmi fizycznie spracowanymi chowającymi bezradność i smutek. Lubię Piotra za to, że jest częścią różnych ludzi, z różnych sfer, różnego stroju, poglądu, bytu…

 

Gdańsk.

Wracam do firmy. Nie pamiętam co się tam działo.

 

Sopot. Dom.

Ryczę mojej Mamie do słuchawki i wspominam.

To był chyba jakiś 98 albo 99 rok. Nasze pierwsze kroki w dorosłość. Może, tuż po poznaniu jego przyszłej Żony - Beaty. Gdzieś wyjechała, a on biedny sam w domu co rusz nas zaskakiwał. Cieszył się że wraca, bo zadba o niego. Nie wstawiał prania, choć nie było czystej bielizny. Pomysłowy Piotr przyszedł w kąpielówkach. Że też sobie nie odparzył tyłka.

W inny kolejny upalny dzień przyszedł w garniturze i kamizelce. Radziliśmy ściągnij, ugotujesz się, a on, że nie. Prasował koszulę i spalił ją na brzuchu i zakrył kamizelką ten ogromny brązowo-dziurawy ślad po odbiciu żelazka. Zawsze z takim sznytem z nutką artystycznego nieładu.

Uśmiecham się.

Myślę o B. i o ich Dzieciach. Współodczuwam. Odsuwam w domu stół, krzesła i tym samym rytmem ze snu poruszam ciało, tak aby sprawiło mi i może im Beacie i Dzieciakom ulgę. Udaje się na chwile, bo prawdziwe ujście czuje teraz, stukając w l i t e r k i.

 

16 kwiecień 2013 Litwa, zajęcia w Bałtyckiej Akademii Teatrów Niezależnych (BAIT)

To najlepsze zajęcia teatralne tego spotkania, ktoś powiedział. Zwracam uwagę na scenkę Gosi, ale nie che myśleć o tej części życia, wychodząc na scenę śpiewa pięknie sentymentalną piosenkę i później z atencją żegna kogoś kto odszedł, okazuje się być na pogrzebie. Na następne spotkanie: do monologu Hamleta przygotowujemy podobne scenki na bazie kontrastu. Widz ma zobaczyć kobietę szykującą swoją kobiecość przy malowaniu ust, widz myśli raczej o jej seksualności, a ona nagle zakłada muzułmańskie okrycie głowy, wszystko to aktorka robi mówiąc monolog Hamleta.

Ida utrudnia nam takimi dobrymi zajęciami powrót do domu, nikt się nie spieszy na obiad (smaczny litewski chłodnik z buraków, podawany oddzielnie z ciepłymi ziemniakami), nikt się nie spieszy do autokaru, do Trójmiasta.

 

15 kwiecień 2013 Litwa, zajęcia w Bałtyckiej Akademii Teatrów Niezależnych (BAIT)

Dla I.

Podobno „poderwałam faceta”. W knajpie Charli, pokazywałam jak tancerze wchodzili na scenę na spektaklu muzycznym w Kłajpedzie i nieco podniesionym głosem mówiłam po polsku. Młody Litwin zaintrygowany polską mową z lekkością mówiący w naszym języku zdobył trzy Polki lejąc przez kolejne godziny szampan strumieniami. Zaskoczę Was. Ciąg dalszy nastąpi.

Wracam do hotelu w którym jest noc panieńska Kasi. Myślę o temacie na kolejny felieton, jestem w zbyt chwiejno -szampańskim nastroju by coś wybrać, ale muszę o tym myśleć bo Gregory, bo…

 

14 kwiecień 2013 Litwa, zajęcia w Bałtyckiej Akademii Teatrów Niezależnych (BAIT)

Psychologię mamy też po angielsku co czasami mnie rozśmiesza…

Alkoholik dżins fonetycznie, a w tłumaczeniu geny alkoholika. Infantylne.

Do wykładu mamy świetną oprawę muzyczną. Poważnie.

Moje asocjacje: niebieskie dżinsy, które tańczą poruszane ciałem człowieka z dala śpiew Callas. Jestem trzeźwa.

 

13 kwiecień 2013 Litwa, zajęcia w Bałtyckiej Akademii Teatrów Niezależnych (BAIT)

W ubiegłym roku latem mieliśmy cudowne karaoke, rozkręciliśmy jedną z litewskich tancbud. Chciałam to powtórzyć. Ściągnęłam ludzi w to samo miejsce. Nie da się powtórzyć tego samego czasu…

Nieudaną imprezę zakończyłam udanym spotkaniem ludzi gadających na żywo, naprawdę.

Dzięki I. i Sz.

 

12 kwiecień 2013 Litwa, zajęcia w Bałtyckiej Akademii Teatrów Niezależnych (BAIT)

Kłajpeda! Wiosna! Biegnę na zajęcia do Teatru Muzycznego. Jakby mi teraz kazali grać Boboka to jestem gotowa, na grę,  po pogrzebach to ja mogę chodzić tylko u Dostojewskiego.

Przed momentem nie wiedziałam czy robić adaptację Kafki czy Kereta, może oba,  a Szymon zmienia wszystko i problem rozwiązany, robimy Przemianę. Po co ja się martwiłam.

Teatr to życie, człowiek nie wie co i kiedy się zmieni.

 

Piotr umiera, ale o tym dowiem się dopiero za 5 dni.

Dwa miesiące wcześniej.

Piotr: Spotkamy się?

Nie mogę jestem chora.

Piotr: Ja też nie mogę się zarazić…

 

Było mi miło, że zadzwoniłeś po latach wzajemnego nie odzywania się. Zresztą mówiliśmy o tym. Dobra rozmowa. Dzięki temu wiemy, że u nas i między nami wszystko po staremu jak to u kumpli.

Jak nazwać ten telefon, jak nazwać te nie tuszowane rzęsy… to był powrót, a nie pożegnanie. Tajemnica.

 

Ewelina Jasicka